• Zdjęcie:
    Data:
    08.02.2010
    Tytuł:

    Ultrawywiad: Ultrasi'04

    Treść:

    Jesienią zadziwili całą kibicowska Polskę. Pomysłowe, dopracowane, barwne i do tego tworzone z wielkim rozmachem oprawy prezentowane na Arenie Kielc, wzbudziły ogólnokrajowy podziw. Potwierdziły to tylko seryjnie wygrywane kolejne rankingi na najlepsze choreo miesiąca. Zapraszamy na pierwszy Ultrawywiad, z kielecką formacją Ultrasi'04!

    Wszystkie opublikowane Ultrawywiady znajdziesz tu >>>


    Poziom do jakiego doszli kielczanie budzi podziw, jednakże jeszcze większe wrażenie robi praca wykonana na przestrzeni ostatnich kilku lat przez „złocisto-krwistych” artystów. Początki nie były jednak łatwe, pierwsze oprawy Ultrasi'04 prezentowali jeszcze na starym stadionie. Obiekt przy Szczepaniaka delikatnie mówiąc nie stwarzał dobrych warunków do ultrasowania - stosunkowo płaskie, niskie trybuny, dach wyłącznie nad sektorem VIP. W końcu jednak dla kielczan zaświeciło słońce, żeby nie powiedzieć, że ich oślepiło ;) Ukończona została budowa Areny Kielc. Nowy stadion gwarantował znakomite warunki do tworzenia choreografii. Na efekty nie trzeba było długo czekać, kulminacja działań ultrasów Korony nastąpiła zeszłorocznej jesieni. Ale po kolei…

    PortalKibica.pl: Kiedy powstała Wasza grupa i jakie są okoliczności jej założenia? Jesteście pierwszą formacją ultras w Kielcach, czy kontynuujecie dzieło jakieś nieistniejącej już grupy?
    Majkel: Powstanie grupy datujemy na rok 2004. Pierwsze spotkanie organizacyjne odbyło się po meczu z Polonią Przemyśl. Jesteśmy pierwszą i jak na razie jedyną grupą ultras działającą w Kielcach. Kilka osób już wcześniej zajmowało się oprawami na meczach MKS-u, ale od 2004 roku postanowiły działać pod szyldem oficjalnej grupy. Przez całą rundę wiosenną sezonu 2003/2004 docieraliśmy się, eliminowaliśmy słabsze ogniwa. Grupa początkowo miała nazywać się „Kompania Braci” i nawet z takim hasłem wydaliśmy pierwszy grupowy gadżet - czarne koszulki. Jednak po przemyśleniach postanowiliśmy, że najlepszym rozwiązaniem jest rozwiązanie najprostsze, przyjęliśmy nazwę Ultrasi'04.

    Czym konkretnie zajmujecie się, tworzycie wyłącznie oprawy czy prowadzicie również jakieś inne działania?
    Oczywiście nasz priorytet to oprawy meczowe. Zajmujemy się również malowaniem grafów w Kielcach sławiących nasz klub. Niejednokrotnie pomagaliśmy także naszemu Stowarzyszeniu, przy akcjach takich jak np. malowanie Szpitala Dziecięcego czy sali świetlicy dla dzieci.

    Jak liczna jest Wasza formacja? Czy są w waszych szeregach kobiety?
    Na meczu z Zagłębiem Lubin zakończyliśmy nabór do naszej grupy i na dzień dzisiejszy formacja liczy 28 osób, w tym 2 dziewczyny.



    Jak na przestrzeni lat zmieniała się Wasza grupa?
    Rotacje były ogromne. Myślę, że przez naszą grupę przewinęło się spokojnie z 60 osób, plus dodatkowo kilka, które odpadły w naborach. Jeśli chodzi o średnią wiekową, to na dzień dzisiejszy jesteśmy jedną z najmłodszych grup ultras w Polsce. Zazwyczaj roszady odbywały się dość płynnie, czyli starsi odchodzili, a nowi zajmowali ich miejsca. Jedynie inna sytuacja była podczas zimy w sezonie 2006/2007, kiedy została sama młodzież i trzeba było ułożyć to wszystko od początku. Młodsi bez żadnych skrupułów wzięli wszystko na swoje barki, uczyli się, i dzisiaj widać tego efekty.

    Przeszłość. Jak wyglądały początki Waszej działalności? Pierwsze problemy, sukcesy i pewnie nieco inne niż dziś realia.
    Początki były trudne, nie mieliśmy pojęcia o ultrasowaniu. Co więcej, nasz młyn rozrastał się, bo 2004 rok to już sukcesy piłkarskie naszej drużyny. Oczywiście na samym starcie nasze działania opierały się na rozdawaniu kartonów, cięciu konfetti, odpalaniu rac - wszystko to wyglądało dość schematycznie. Jednak od samego początku było kilka osób w naszej grupie, które chciały tworzyć oprawy tematyczne, które opierałyby się na czymś więcej niż wycięty napis ze styropianu. Zawsze w naszych działaniach hamowało nas jedno - brak kasy. Zaczynaliśmy od zera, więc nie mieliśmy pojęcia o żadnej technice malowania czy szycia, ale zawsze robiliśmy wszystko sami. Pamiętam, że pierwsze malowane sektorówki zrobiliśmy z prześcieradeł i farby z pigmentami. Nikt nie wiedział, że na stylonie śmiało można malować olejną. Nie mieliśmy krzesełek na sektorze, ale na meczu z Heko spróbowaliśmy kartoniady. Podczas spotkania z Piastem, a następnie na meczu z Zagłębiem Sosnowiec baloniadę. Wzór serca (Piast) i MKS (Zagłębie) namalowaliśmy na ławkach i betonie dzień przed meczem a efekt nie był aż tak słaby. Ciężko mówić tutaj o jakichś sukcesach, zawsze priorytetem była dobra zabawa i zadowolenie publiki z naszej pracy. Nigdy nie robiliśmy opraw dla rankingów czy nagród. Myślę, że sporo dały derby z KSZO po awansie do drugiej ligi. Zaprezentowaliśmy wtedy sektorówkę z Kubusiem i Garfieldem. Cały stadion bił nam brawa, a przy drugiej prezentacji (Świętokrzyskie Rozpustnice) nasi rywale o mało nie zagotowali się w klatce, z którą stoczyli bój. Uważam, że takie sytuacje, które dają dowody, że ktoś docenia i jakoś odbiera naszą pracę, są największymi sukcesami. Oczywiście wraz z nowym stadionem przyszedł problem z organizacją pracy na tak dużym sektorze - co więcej - z publiką tzw. kibicami sukcesu. Trochę się męczyliśmy, kilka opraw zostało zepsutych, ale teraz jesteśmy na dobrej drodze.

    Dziś. Jak Wasza praca-pasja wygląda dziś? Jest łatwiej czy trudniej niż kilka lat temu?
    Dzisiaj jesteśmy lepiej zorganizowani niż kiedyś. W naszej grupie działa kilku dobrych grafików, nie mamy problemu z malowaniem - posiadamy kilka alternatywnych miejsc. Znamy techniki, zdobyliśmy jakieś doświadczenie, zwiększyły się tylko wymiary w porównaniu ze starym stadionem, a co za tym idzie wydłuża się czas pracy. Oczywiście dużym problemem są zakazy głównie za odpalanie pirotechniki, a przecież każdy ultras uwielbia świecidełka. Czasami naprawdę trzeba się nieźle nagimnastykować by coś odpalić. Co więcej, cenzura, katalogi flag, znaki zakazane - wszystko to powoduje, że życie ultrasa nie jest miłe i przyjemne. Czasami trzeba przejść przez męczarnie, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

    Przyszłość. Jak widzicie Waszą działalność w przyszłości? Stawiacie sobie już jakieś cele, zamierzenia?

    Myślę, że po tej rundzie cel jest prosty - pokazać całej Polsce, że nasza dominacja (bo chyba o takiej możemy mówić) jesienią nie wynika z nieobecności tych najlepszych na polskiej scenie ultras, lecz z tego, że przez kilka ostatnich sezonów zrobiliśmy postęp i nasze oprawy stoją na wysokim poziomie. Oczywiście to trochę z przymrużeniem oka, aby podgrzać atmosferę. Uważam, że cel jest jeden - ultrasować, nie dać się wyrzucić ze stadionów i czerpać z tego zabawę. 

    Największy sukces i porażka?
    Moim zdaniem nasz największy sukces to oprawa „Świętokrzyskie Rozpustnice” na „derbach”. Oprawa przyniosła oczekiwany efekt, miała ukłuć naszych rywali i właśnie to zrobiła. Co więcej, choreografię na to spotkanie zaczęliśmy robić dwa dni przed meczem, pracowaliśmy w kilka osób po 12 godzin. Japy po meczu cieszyły się przez cały tydzień ;) Porażka osobista to przekręcenie ostatniej cyfry podczas oprawy na meczu z Radomiakiem. W ostatniej chwili odwróciłem folię o 180 stopni i nie udało się tak jak chciałem. Jeśli chodzi o choreo, które nie wyszło, to myślę, że „piromani” z poprzedniego sezonu. Mieliśmy przegotowaną masę pirotechniki i do tego ciekawy pomysł z folią. Niestety nie udało się.

    Jak jesteście odbierani w Kielcach, a zwłaszcza przez kibiców Korony? Jak to wygląda przy samej prezentacji opraw?
    Uważam, że zdania są rozbieżne i nawet pasowałoby do tej odpowiedzi hasło z naszej oprawy „przez jednych okrzyknięci artystami, przez drugich nazwani bandytami”. Są osoby, które doceniają naszą pracę, pomagają przy rozkładaniu opraw na stadionie, chwalą, gratulują. Ogólnie przy prezentowaniu choreografii można usłyszeć brawa na naszym stadionie. Jednak jest też i grono, które uważa nas za bandytów, margines społeczny i że to, co robimy nie ma najmniejszego sensu. Takie głosy pojawiają się głównie przy puszkach, gdzie zbieramy kasę na oprawę. Teksty w stylu „przepijecie”, „przećpacie”, są normą.



    Jak układają się Wasze stosunki z klubem?
    W Polsce mamy dwie skrajne sytuacje stosunków na linii kibice - klub, chodzi oczywiście o sytuację na Lechu i Legii. My, czyli nasze Stowarzyszenie Kibiców Korony Kielce (ultrasi nie biorą udziału w Kielcach w żadnych rozmowach z klubem) jesteśmy gdzieś tak pośrodku. Stowarzyszenie współpracuje z klubem, ale nie jest to współpraca perfekcyjna. Dochodzi czasami do konfliktów, zgrzytów, ale myślę, że nie możemy narzekać. Są ekipy, które mają znacznie gorzej.

    Wrogowie. Czy istnieją w Kielcach jakieś nieprzychylne Wam środowiska?
    Myślę, że wrogów mamy tych samych, co cała kibicowska Polska, czyli Ekstraklasę, PZPN oraz media, z jedną gazetą na czele. Jeżeli chodzi o sprawy prasowe w Kielcach, to nasza lokalna gazeta - „Echo Dnia” - jak wszystkie gazety, przy jakichś incydentach potrafi rozdmuchać i podkoloryzować sprawę. Ba - nawet, gdy współpracowaliśmy z jedną spółdzielnią mieszkaniową, zrobili „piękny” artykuł o pomocy dla młodzieży z patologii, że jest to wyciągnięta ręka w naszą stronę, by nam pomóc w walce z narkotykami. Czasami potrafią jednak skrobnąć coś dobrego o kibicach, a nawet i dorzucić zdjęcie z oprawy. 

    Pieniądze. W jakim stopniu zbiórki przeprowadzane w trakcie meczów zaspokajają koszty choreografii? Macie dodatkowe źródło dochodów?
    Kasy do puszek zbieramy bardzo mało, aż nawet wstyd tu podać kwotę. Staramy się pozyskać kasę poprzez sprzedaż vlepek i pirotechniki na sylwestra, limitowanych serii gadżetów czy też gazetki „Złocisto-Krwiści”. Oczywiście w dużej mierze odbywa się to poprzez nasze Stowarzyszenie, które dba abyśmy mieli dobre warunki do pracy.

    Co myślicie o sponsorowaniu ultraski przez sponsorów klubowych czy też przez same kluby? Pojawiają się głosy, że taka współpraca to, brzydką mówiąc, „sprzedanie się”.
    Ciężko jednoznacznie stwierdzić, gdzie są granice tego „sprzedania”. My jako grupa nigdy nie robilibyśmy oprawy na zlecenie czy z logiem sponsora. Nieraz zdarzało się, że kartony były załatwiane przez lokalne radio, a na drugiej stronie ukazywały się reklamy sponsora. Zawsze jednak staramy się przytulać materiały bez robienia czegoś pod czyjeś dyktando. Rozgraniczamy również pomoc materialną od działania na zlecenie i wykonywanie zobowiązań wobec sponsora. Np przy malowaniu grafów na ścianach różnych instytucji  np. sklepów, świetlic zdarzyło się, że za kasę na materiały malowaliśmy jakieś logo czy reklamę firmy. Wszystko było jednak oddzielone od siebie (dwie różne ściany) tak by nikt nie mógł skojarzyć firmy z naszym klubem. Wtedy my i ten, kto daje kasę, ma pewność, że wszystko było „coś za coś” i na tym kończy się współpraca.

    Choreo z genialnym przesłaniem, ale gorszym wykonaniem, czy z genialnym wykonaniem, ale na słabszym motywie?
    Myślę, że podstawa to dobry pomysł. Lubię oprawy, które są zrobione z jajem, a przez samą oryginalność zapadają na długo w pamięci. Przy dobrym pomyśle wykonanie schodzi na drugi plan. Wiadomo, z ładnym wykonaniem będzie choreografia znacznie wyżej ceniona, ale to przesłanie może nadrobić błędy związane z techniką jej pokazania - malowaniem, rozstawieniem itp. Pięknej, ale „pustej” oprawy nikt nie zapamięta na dłużej, może jedynie powzdychać nad zdjęciem i pozachwycać się stylem.

    Ultrasem być od kuchni. W kibicowskim światku powszechnie uważa się, że ultrasowanie nieodłącznie wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Na jak wielkie poświęcenia musi być gotowy ultras w Kielcach?
    Ultras to nie tylko mecz, pokazanie oprawy, ale styl bycia czy nawet i droga naszego życia. Normalną sprawą jest, że spędzamy dużo godzin podczas przygotowań. Nawet zdarzyły się nocki, gdzie malowaliśmy do samego rana by tylko zdążyć na mecz. Poświęcenie tego czasu wymaga pewnych wyrzeczeń, w końcu nie można być w dwóch miejscach jednocześnie. Czasami zdarza się poświęcić swoje życie prywatne, zaniedbać dziewczynę, zrobić sobie przymusowe wagary w szkole czy nawet i zaniedbać swoich znajomych z podwórka. Potrzebna jest jeszcze do tego kasa wydana na puchy czy wyjazdy, więc czasami trzeba sobie darować kino, paintball czy innej rozrywki.

    Jak ocenisz miniony rok na krajowej scenie ultras? Największe zaskoczenie pozywane, negatywne, co zapamiętamy z 2009 roku?
    Chyba rok zapamiętamy jako dwie rundy remontowanych stadionów. Dużo grup ultras z czołówki naszego kraju jest wyłączonych jak na razie ze swojej dyscypliny. Cieszy fakt, że mniejsze ekipy coraz lepiej dają sobie radę i małe wymiary swoich sektorów są w stanie przyćmić pomysłowością swoich opraw. Cieszą choreografie na reprezentacji oraz piro na pojedynkach naszych orłów za granicami naszego kraju. Co do negatywnych to nasilają się konflikty na linii kibice-media, PZPN itp. Ktoś na siłę chce nas zastąpić na nowy model. Gołym okiem widać, że idzie Euro. Cenzura, komuna, beton w PZPN-ie, katalog flag - chyba tak zapamiętam ten rok, czyli raczej negatywnie.

    Rok 2010 otwiera erę wielkich stadionów w Polsce, jak widzisz w nim ultraskę i w ogóle polski światek kibicowski?
    Jeżeli chodzi o wizję przyszłości to uważam, że z każdym rokiem im bliżej Euro będzie coraz ciężej i będziemy mieli trochę utrudnione zadanie. Ale nie będziemy się poddawać, przetrwamy ciężki okres z nadzieją, że po Euro cała ta nagonka i walka z „kibolami” ucichnie.

    Europa. Jak na jej tle oceniasz polskie ultras? Kto podoba się Ci najbardziej?
    Myślę, że polski ruch ultras ma wyrobioną markę na arenie europejskiej. Jeżeli skupimy się na „ultras”, zgodnym z naszą polską definicją tego słowa, to robimy dobre oprawy, jest wiele ekip, które naprawdę potrafi stworzyć dzieła na materiale. Odpalamy wciąż dużo pirotechniki pomimo represji ze strony klubów, władzy. Jedynie cały czas brakuje nam dobrych sektorów by prezentować ogromne oprawy. To jest jedyna przewaga naszych europejskich „rywali” - mają dogodne warunki do ultraski. Po wybudowaniu nowych stadionów myślę, że będziemy wiedli prym w całej Europie. Ja osobiście zajarany jestem Bałkanami, lubię małe flagi na płotach oraz ogromną masę pirotechniki. Widać, że ultrasowanie jest spontaniczne i przynosi ogrom zabawy w tych krajach.

    A co w tym pięknego?
    Ultrasowanie to przyjaciele, wspólnie spędzone chwile podczas malowania opraw czy tez wypraw. To ludzie, którzy staną zawsze za Tobą, którzy myślą tak samo jak Ty, maja to samo podejście do życia. Co więcej, możesz stworzyć cos konstruktywnego, wyrazić swoje uczucia czy nawet i poglądy. Wchodząc na stadion do tej pory czułeś się wolny, nikt nie mógł narzucić Ci swojego zdania. Byłeś częścią tej atmosfery i kiedy inni żelowali włosy i wyrywali plastikowe dupeczki na dyskotekach, Ty o coś tam walczyłeś. Może i walka z wiatrakami, ale czułeś że musisz. Nie masz z tego żadnych profitów, nie zarabiasz kasy, ale zawsze pozostaje ta satysfakcja i radość z kolejnego meczu. Dla mnie cały ten ruch kibicowski to ostatni bastion normalności, ludzi, którzy nie idą ślepo za tym, co większość, czy trendami zachodu. Mamy swoje przekonania i za nimi podążamy. Za kilkadziesiąt lat będę miał co wspominać i o czym opowiadać moim wnukom.

    Szyszka | PortalKibica.pl

    Fot: MKS-Korona-Kielce.pl

 

Zdjęcia:

  • Autor:
    Komentarz dodany przez: Ja_30
    Data:
    09.02.2010 godz. 07:34
    Treść:
    Naprawdę fajny wywiad, miło się czyta. Plus za pomysł.

Dodaj komentarz:


Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
 
 
z nami znalezienie pracy jest dziecinnie proste!