-
- Zdjęcie:

- Data:
- 22.06.2009
- Tytuł:
Red Bull w Lipsku – nadzieje i obawy kibiców
- Treść:
-
Red Bull przejął niewielki klub SSV Markranstädt z przedmieść Lipska. Nowy twór RasenBallsport (skrót RB) ma wprowadzić miasto do Bundesligi. I chociaż mieszkańcy pragną najlepszej krajowej piłki, opór wśród miejscowych kibiców wciąż rośnie.
Kto będzie kibicował czerwonej piłce? >>>
Sobotni wieczór w Lipsku. Red Bull chce się pokazać w bardzo modnej i alternatywnej dzielnicy Connewitz. Samochód w barwach napoju energetycznego stoi zaparkowany przed dyskoteką, ale nic z tego. Grupa członków „Diablos” – ultrasów BSG Chemie Lipsk – atakuje auto. Kierowca ucieka. Ta scena dobrze obrazuje, jak ciężki będzie pierwszy sezon nowo założonego klubu RasenBallsport, stworzonego przez producenta energy drinku.
Lipsk ma wspaniałe piłkarskie tradycje
Dla Red Bulla warunki są wymarzone. Lipsk ma ponad pół miliona mieszkańców, nowoczesny stadion sprawdzony podczas Mundialu i żadnego klubu z sukcesami w okolicy. Najsilniejszy miejscowy klub gra w piątej lidze, choć miasto jest kolebką założonej w 1900 roku niemieckiej federacji piłkarskiej i ma bogate tradycje związane z futbolem. To historia wielkich zwycięstw i zajadłej rywalizacji między dzielnicami Probstheida i Leutzsch. Ten ostatni punkt to dobry argument dla wielu mieszkańców, by kibicować „trzeciej” możliwości, jaką daje Red Bull.
Założony jako klub burżuazyjny w 1893 roku, VfB Lipsk został pierwszym mistrzem Niemiec w 1903 roku, a potem powtórzył sukces jeszcze dwukrotnie. Zespół zlokalizowany w Probstheida był w czołówce przed I wojną światową. Jego następca, 1. FC Lokomotive Lipsk zagrał aż 77 meczów w europejskich pucharach. W 1987 roku tylko Ajax Amsterdam był lepszy i w finale sięgnął po Puchar Zdobywców Pucharów. Klub stał się jednym z najbardziej znanych zespołów w NRD.
Największy rywal VfB, a później Lokomotive, to drużyna z dzielnicy Leutzsch. W 1899 roku robotnicy założyli tam Britannię Lipsk. W czasie międzywojnia, klub przemianowano na TuRa i stał się drugim najpopularniejszym klubem Niemiec po Schalke 04. W NRD następca TuRa – BSG Chemie Lipsk dwukrotnie zdobył mistrzostwo kraju, choć nie był rozpieszczony przez reżim. Do dziś wspominana jest niezwykła „legenda z Leutzsch”, kiedy w 1964 Chemie zdobyło mistrzostwo mimo pozbycia się najlepszych zawodników przed sezonem na rzecz lokalnego rywala. Tymczasem wzmocnione Lokomotive pod koniec sezonu musiało zadowolić się trzecim miejscem.
Brutalna rywalizacja między dzielnicami
Utrwalona historycznie wrogość nigdy nie ustała, a po zjednoczeniu Niemiec zrobiło się nawet gorzej. Kluby znów zmieniły swoje nazwy – Chemie na Sachsen Lipsk, a Lokomotive z powrotem na VfB Lipsk. Wraz z rozwojem ruchu ultras w ostatnich latach XX wieku, w Leutzsch powstała antyrasistowska grupa „Diablos”. Dzięki walce z rasizmem mieli pozytywny wpływ na kulturę kibicowania w swoim klubie i zyskali szacunek jako grupa. Tymczasem w Probstheida sprawy potoczyły się w przeciwnym kierunku. Zwłaszcza w ostatnich latach, kiedy VfB zbankrutowało i zostało zlikwidowane. Wśród kibiców odrodzonego Lokomotive Lipsk powstała neonazistowska grupa. Skutki były tragiczne. Dochodziło do ataków na członków i zwolenników „Diablos”.
Sytuacja na miejskiej mapie stała się jeszcze bardziej skomplikowana w 2008 roku, kiedy niezadowoleni z polityki swojego klubu członkowie „Diablos” założyli swoją drużynę, nawiązując do historycznej nazwy – BSG Chemie Lipsk. Dodatkowo wzrósł potencjał kibiców Roten Stern (Czerwonej Gwiazdy) Lipsk. Klub to projekt i piłkarski, i polityczny. Zwalcza i miejscowych nazistów z ich dyskryminacją, i kapitalizm z jego niszczącym wpływem na futbol. Kibice mają przyjazne stosunki (ze względu na wspólnego wroga) z Chemie, ale już nie z ich macierzystym klubem – Sachsen. Rywalizacja wygląda więc następująco. Z jednej strony toczy się między gromadzącymi najwięcej kibiców FC Sachsen i FC Lokomitve. Z drugiej, między sympatykami Chemie i Roten Stern a resztą znaczących klubów, gdzie rasizm i dyskryminacja są znaczącym problemem.
Duży potencjał dla dobrej piłki
Lokalne media nie skupiają przesadnie dużo uwagi na problemie dyskryminacji i wpływów neonazistów na lokalną piłkę. W dodatku apele o ogólnokrajowy sukces lokalnej drużyny i przyjazną dla rodzin atmosferę brzmią jak zdarta płyta. Pod koniec marca 2009 wypełniony niemal do ostatniego miejsca Zentralstadion w Lipsku świętował zwycięstwo nad... Liechtensteinem. Rywal to mało atrakcyjny, ale właściciel stadionu Michael Kölmel nie miał problemu z wyprzedaniem prawie wszystkich 40 tysięcy biletów. Atmosferę w Lipsku i oczekiwania społeczności pilnie śledził Red Bull, który zamierza wprowadzić pierwszy reklamowy klub w historii Niemiec.
Firma od lat obserwowała miasto. W 2006 roku próbowali przejąć FC Sachsen. W związku z regułą „50+1” stawianą inwestorom przez niemiecką federację (DFB), Austriacy nie mogli przejąć większościowego pakietu w niemieckim klubie – prawo chroni narodową własność zespołów. W dodatku przepisy zakazują też nazywania klubów po istniejących markach handlowych, więc stworzenie czegoś na wzór FC Red Bull Salzburg też nie wchodziło w grę. Inwestor się więc wstrzymał i zaczął szukać innej drogi, by zdobyć Lipsk. Znacznie łatwiejszym celem okazał się maleńki SSV Markranstädt położony prawie 20 kilometrów od centrum miasta. Władze klubu zgodziły się na zmianę nazwy na RasenBallsport, które konsument ma utożsamiać z Red Bullem (skrót RB, dosłownie: Rosen - murawa, Ball - piłka).
Markranstädt sprzedaje historię i tożsamość
W samym Markranstädt kibice protestować nie będą. Więc w projekt zaangażowali się właściciel niedochodowego stadionu Michael Kölmel i Holger Nussbaum, dyrektor klubu. Ten ostatni wiedział dobrze, że w maleńkim miasteczku osiągnięcie poziomu piątej ligi to szczyt możliwości, chyba że znajdzie się sponsor gotowy wyłożyć na klub kilkanaście milionów euro. I znalazł się Red Bull, ale nie za darmo. W zamian SSV Markranstädt rezygnuje ze swojej historycznej nazwy i tożsamości, a do tego odda sponsorowi zawodników. Co jeszcze ważniejsze pozwolili by to Red Bull, wszechobecny w marketingu sportowym, definiował związki sportu z Lipskiem w świadomości ludzi. To światowa firma wydająca jedną trzecią dochodów na marketing. Nie wykluczone, że już w przyszłym roku logo i nazwa firmy przyozdobią Zentralstadion, jak to się stało w Salzburgu i Harrison, gdzie stoją już dwie Red Bull Areny.
Według ankiety w gazecie „Leipziger Volkszeitung”, która bardzo się cieszy z nowego inwestora, ok. 70 proc. mieszkańców popiera wejście Red Bulla. Ci bardziej tradycyjni w podejściu porównują Rasenballsport do TSG 1899 Hoffenheim, które jest finansowane przez Dietmara Hoppa. Ale o ile Hopp grał za młodu w swoim klubie i jest „swój”, Red Bull to najeźdźca z zewnątrz. Hopp wspiera też swój region – założył fundację zwalczającą problemy społeczne. Red Bull wręcz przeciwnie, zamierza po prostu zdobyć rynek. Chce zwiększyć swoją popularność, poszerzyć zasięg marki i sprzedać tony swojego napoju.
Kibice i krytyczni obserwatorzy mówią nie
Niechętnych opinii jest niewiele, jednak mniejszość też daje o sobie znać. Po ogłoszeniu umowy z Red Bullem stadion Markranstädt został „przyozdobiony” anty-firmowym graffiti, a murawa zniszczona pestycydami. W przyszłym sezonie nowy RasenBallsport Lipsk będzie walczył z FC Sachsen i FC Lokomotive. Te mecze bez wątpienia otrzymają status podwyższonego ryzyka. W dodatku niechęć czeka nie tylko w samym mieście. Wrogości klub może się spodziewać ze strony kibiców FSV Zwickau, rezerw Dynama Drezno, fanów Carl Zeiss Jena, Rot-Weiß Erfurt czy Erzgebirge Aue. Wszystkie kluby są znane z licznych i skorych do agresji kibiców. Poziom frustracji jest wysoki, nie tylko wśród miejscowych kibiców. Niedługo przedstawiciele Red Bulla będą pewnie omijać swoimi samochodami niektóre dzielnice Lipska.
Bastian Pauly | PortalKibica.pl
Dodaj komentarz:
Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.







