-
- Zdjęcie:

- Data:
- 21.05.2010
- Tytuł:
Najbardziej Egzotyczne Derby: AMERYKA POŁUDNIOWA 1
- Treść:
-
Przedostatnią już część cyklu o najbardziej elektryzujących derbach świata publikujemy z opóźnieniem, spowodowanym – a jakże – powodzią. Przygotujcie się na podróż przez krainę płonących sprayów i dymiących gaśnic – oto pierwsza część wizyty w Ameryce Południowej.
Czytaj więcej o Najbardziej Egzotycznych Derbach Świata >>>
Na początek krótkie wyjaśnienie. Tekst miał być opublikowany już w poniedziałek, ale właśnie wtedy współpracy odmówiło łącze, zalane przez lejący w Małopolsce deszcz. Stąd też nasza ograniczona w poniedziałek działalność i zmiana planów na cały tydzień. A skoro już wyjaśniamy, to warto też zauważyć, że w tej części odwiedzamy najbardziej elektryzujące derby północnej części Ameryki Południowej. Podział na północ i południe musieliśmy zastosować – na tym kontynencie zbyt dużo jest wspaniałych derbów na jeden tekst. Dodaliśmy do tego jedną rywalizację z Ameryki Środkowej, którą szkoda by było pominąć. I właśnie od tych derbów zaczynamy, stopniowo kierując się na południe:
HONDURAS: Tegucigalpa, Motagua – Olimpia
Clasico Capitalino – największe derby Hondurasu i jedne z największych w Ameryce Środkowej. Rywalizują w nich dwa najlepsze i najpopularniejsze kluby ze stolicy Hondurasu - Tegucigalpy. Walka o prymat w mieście pomiędzy Olimpią a Motaguą trwa od wielu lat. Rozegrano już 188 pojedynków, z których Olimpia wygrała 71, remis padł w 74 meczach, Motagua wygrała 43 razy. Ostatni pojedynek miał miejsce w połowie kwietnia, widzowie nie doczekali się jednak ani rozstrzygnięcia, ani bramek.
Początki zorganizowanego dopingu sięgają lat 80. Charakterystyczne jak w całym regionie są trąbki, bębny i perkusja pomagające w śpiewaniu. W latach 90. na Olimpii wykształciła się grupa na wzór południowoamerykańskich „barra bravas”. Jej założyciele nazwali ją Ultra Fiel. W kolejnych latach zawarli przyjaźnie z fanami Deportivo Saprissa w Kostaryce i grupą Ultra Sur z Gwatemali, która kibicuje zespołowi Comunicaciones. Największy rywal to Motagua. Ma wielu zwolenników w całym Hondurasie. Główne grupy to Los Revolucionarios 1928 i La Macro Azurra. Mniejszą, dość ciekawą grupą jest „Jah” - "Justicia y Amor Humildad". To grupa religijna, założona przez siedmiu członków Jehowy es Pastor - kościoła Nuestro.
Derby pod względem opraw i dopingu nie wyglądają tak imponująco jak w Ameryce Południowej i Europie jednak nie brak w nich fanatyzmu. Czasami przeradza się on w przemoc, co mogliśmy zaobserwować w lipcu. Bardziej zdecydowani w takich działaniach są fani Olimpii. Obie strony przygotowują typowe oprawy z użyciem różnych środków pirotechnicznych, balonów, serpentyn, konfetti, flag. W tym roku derby na stadionie Montugua przyciągnęły ponad 16 tysięcy widzów, na obiekcie Olimpii zasiadło 11 tys. kibiców. Nie są to jednak najwyższe liczby, bo gdy oba zespoły walczą w finale o mistrzostwo na stadionie pojawia się po 30 tysięcy fanów.
WENEZUELA: Caracas FC – Deportivo Tachira
Wenezuela to inny kraj niż pozostałe w Ameryce Południowej. Jedyny, gdzie piłka nożna nie jest najpopularniejszym sportem, bo jest nim baseball. Mimo to liga piłkarska liczy dużo więcej zespołów niż ta baseballowa. W Premiera Division występuje aż 18 zespołów, kiedy w PBL jedynie 8. Czemu futbol tu przegrywa? Zapewne dlatego, że wśród Latynosów Wenezuelczycy są kopciuszkami. Jako jedyni nie awansowali nigdy do Mistrzostw Świata. Kiedy w innych krajach futbol to świętość, w Wenezueli władze nie palą się do wspierania piłki nożnej, a reprezentacja dopiero od lat 90. może liczyć na prywatnych sponsorów.
Powiew optymizmu mogła wlać organizacja Copa America w 2007 roku. Dzięki niej miejscowi kibice mogli się wreszcie cieszyć z wyjścia z grupy swoich pupili. Coś drgnęło, gdyż w eliminacjach do Mistrzostw Świata Wenezuelczycy nie wypadli najgorzej. Wprawdzie zajęli 8 miejsce, ale do piątego Urugwaju stracili jedynie 2 punkty, a na ich meczach zasiadało na trybunach średnio niemal 30 tys. kibiców. W niezbyt barwnej ligowej rzeczywistości jest kilka ekip kibicowskich, które nadają ton rywalizacji na trybunach.
Wśród nich wyróżniają się kibice dwóch najsilniejszych klubów – Caracas FC oraz Deportivo Tachira. Chociaż w Caracas są inne kluby, w tym mające aktywną grupę kibiców Deportivo Italia, to jednak na miano prawdziwych latynoskich pojedynków w ostatnich latach zasłużyły mecze z udziałem wyżej wymienionych klubów. Mimo, że dzieli je kilkaset kilometrów, licznej grupy rywali nie brakuje na trybunach. Dzięki organizacji Copa America kilka stadionów wreszcie wygląda przyzwoicie, w tym oczywiście obiekty obu klubów. Na stadionie w Caracas derby może oglądać ponad 20 tysięcy kibiców (są sektory buforowe), zaś w San Cristóbal ok. 40 tysięcy.
Główne grupy kibicowskie Deportivo to La Torcida Aurinegra oraz La Avalancha Sur. Tworzą one znakomitą atmosferę na trybunach i oprawy meczowe. Nie brak jednak także nieprzyjemnych incydentów. Po jednym z meczów z Caracas w 2000 roku kibice mocno niezadowoleni wszczęli po meczu burdy, w efekcie których spłonął autobus. Fani z Caracas są również żywiołowi, atmosfera na meczach wygląda jak w innych krajach kontynentu. Wśród elementów opraw dominują serpentyny i świece dymne. Jest wiele pirotechniki, także niespotykane gdzie indziej pochodnie.
Wydawałoby się, że kluby nie mają długiej historii, ale jak na warunki ligi wenezuelskiej są jednymi z najstarszych, a zarazem są najbardziej utytułowane. Caracas FC powstał w 1967 roku i dopiero w 1984 roku przystąpił do rozgrywek centralnych pod nazwą Caracas-Yamaha. Szybko awansował z 2 do 1 ligi i stał się czołową drużyną. Od początku lat 90. zdobył 10 tytułów mistrzowskich i 12 razy wystąpił w Copa Libertadores. Deportivo Tachira powstało jeszcze później, bo dopiero w 1974 roku. Pierwsze mistrzostwo klub zdobył dość szybko, bo już w 1979 roku. Na swoim koncie ma 6 tytułów i 13 występów w Copa Libertadores. Oba kluby są główną siłą Wenezueli, są jej reprezentantami na boisku i na trybunach. Dzięki tej rywalizacji Wenezuela nie jest pustynią za oceanem. Ostatni pojedynek odbył się niedawno. 28 kwietnia na stadionie w Caracas zwyciężyli gospodarze 1-0. Oto „salida” w wykonaniu kibiców obu klubów.
Kibice Deportivo – finał w 2008 roku:
KOLUMBIA: Cali, America - Deportivo
Choć w Kolumbii ciekawych rywalizacji nie brakuje, a kraj ten niesłusznie rzadko jest zauważany, my wybraliśmy opisywane już raz derby między Ameriką a Deportivo. Pierwszy z klubów to najbardziej utytułowany krajowy zespół z trzynastoma mistrzostwami kraju i czterema występami w finale Copa Libertadores. Drugi z klubów tytułów ma znacznie mniej – 8 mistrzostw i 2 finały miejscowego odpowiednika Ligi Mistrzów. Jego kibice szczycą się za to datą powstania – Deportivo powstało już w 1908 roku, podczas gdy lokalni rywale dopiero 10 lat później, w 1918.
Na świecie znacznie bardziej rozpoznawalnym zespołem jest America, choć bynajmniej nie ze względu na dobre wyniki sportowe. Jak już pisał dla naszego Portalu jeden z kolumbijskich kibiców, zespół został uwikłany w polityczną aferę między kartelem narkotykowym a amerykańskim rządem. Ciekawych historii wokół obu klubów jest jednak znacznie więcej. Jedna z nich dotyczy właśnie derbów, które nazywane są „El Clasico Vallecaucano” (Derby Doliny Cauca). Pierwszy mecz obu drużyn rozegrano w 1931 roku, kiedy wygrali piłkarze Deportivo. Okoliczności były jednak na tyle kontrowersyjne (sędzia nie uznał dwóch goli dla Amieriki), że drugi z klubów zaczął bardzo głośno protestować, co doprowadziło do jego zawieszenia w rozgrywkach.
Do tej pory rozegrano 265 pojedynków derbowych, których wyniki dowodzą powiedzenia, że „derby rządzą się swoimi prawami”. Bo choć to America ma więcej tytułów, mecze z lokalnym rywalem wygrywała 86 razy, podczas gdy Deportivo zwyciężyło w 98 meczach. Wyniki na boisku to oczywiście tylko jedna strona rywalizacji – w końcu cały cykl publikujemy ze względu na tę drugą.
Ta wygląda w całej Kolumbii bardzo fanatycznie, ale w Cali chyba najbardziej. Oba kluby dysponują bardzo okazałymi stadionami (Deportivo na 55, a America na 45 tys. miejsc), co pozwala oglądać efektowne pokazy w wykonaniu kibiców. Trzeba zauważyć, że trybuny niemal nigdy nie są wypełnione do ostatniego miejsca, ale jednocześnie te prowadzące doping, za bramkami, mogłyby zawstydzić niejeden wypełniony po brzegi wielki stadion na świecie. W obu przypadkach wykorzystywane są wszystkie elementy, jakie można ze sobą połączyć dla stworzenia na trybunach „piekła”. Szarfy, flagi, konfetti, serpentyny, gaśnice i mnóstwo różnego rodzaju pirotechniki. Oto próbka możliwości kibiców Ameriki z południowej trybuny, zajmowanej przez tzw. „Baron Rojo Sur” (Czerwony Baron z Południa).
Choć „Baron Rojo Sur” to największe zrzeszenie kibiców Ameriki, to koniecznie musimy wspomnieć o Diturbia Rojo Sur – to młyn kibiców tej drużyny funkcjonujący w… Bogocie. Kilkutysięczny tłum potrafi podczas wyjazdów swojego klubu stworzyć niemal domową atmosferę. Z kolei Deportivo, nazywane „Verdiblancos” (Biało-Zieloni), ma za sobą bardzo fanatycznych członków Frente Radical Verdiblanco, grupy działającej już prawie 20 lat.
EKWADOR: Guayaquil, Barcelona – Emelec
Niemal zawsze w cieniu brazylijskich, argentyńskich czy kolumbijskich rywalizacji, największe derby Ekwadoru też mają bardzo wiele do zaoferowania. W końcu rozgrywają je dwa stare i utytułowane zespoły. Barcelona powstała w 1925 roku, Emelec 4 lata później. Nazwa tego pierwszego to hołd „Dumie Katalonii”, podobnie jak herb. Jednak Na przestrzeni dekad ekwadorska Barcelona zapracowała na własną legendę. Jej stadion był przez samego Pele porównywany do słynnej brazylijskiej Maracany. Pojemność prawie 90 tys. miejsc musi robić wrażenie, również na lokalnych rywalach. Stadion Emelec jest bowiem ponad trzykrotnie mniejszy, za to wyjątkowo „angielski” jak na Południową Amerykę. Jego cztery trybuny bardzo ściśle opasają murawę, a zadaszenie i strome trybuny wzmagają akustykę, z której stadion słynie.
Oba zespoły nazbierały przez lata tytułów, choć ich sukcesy dalekie są od dominacji panującej we wcześniej wymienionych krajach. Barcelona była mistrzem 13 razy, Emelec – 10. Sukcesy i szybki rozwój sprawiły, że przy obu zespołach trwają wielkie rzesze kibiców. Bezdyskusyjnie największe są tłumy na meczach Barcelony, której zdarza się zapełniać stadion do ostatniego miejsca. Najbardziej znaną grupą kibiców jest tu La Sur Oscura (Ciemne Południe), zajmująca południową trybunę stadionu.
Emelec pod względem ilościowym przegrywa tu zdecydowanie, ale jakościowo wypada niekiedy znacznie lepiej. Dominującą grupą jest w przypadku Emelec Boca del Pozo (dosłowne tłumaczenie: otwór studni – od nazwy dzielnicy). Frakcja powstała już w 1980 roku i od tego czasu jest bardzo znana, okupując z wyjątkowo stromej trybuny za jedną z bramek. Po drugiej stronie tworzy się alternatywna formacja – powstała w 2001 Legion Azul (Niebieski Legion) Dziś do legionu im daleko – liczba to kilkaset osób. Za to Boca del Pozo potrafią stworzyć wrażenie pulsującej ściany dzięki stromej trybunie. W ich dopingu jest wszystko to, co tworzy wielkie widowiska – spontaniczność, żywiołowość i wykorzystywanie wielu różnych materiałów.
Tutejsze derby noszą nazwę „Portowych”. W aż 242 meczach górą Barcelona – wygrała 84, podczas gdy Emelec 73. Remis padał 85 razy. Ale równie istotne jak sam wynik są pokazy na trybunach (co ciekawe, gościom na obu stadionach oddawana jest zwykle jedna trybuna wzdłuż boiska, bo na obu stadionach za bramkami są po dwa młyny). Te bywają naprawdę okazałe, z wykorzystaniem flag, serpentyn, konfetti i pirotechniki. Prezentowane są, jak w większości Ameryki Południowej, na otwarcie meczu (recibiemiento). Dla porównania, oprawy w wykonaniu obu ekip. Najpierw La Sur Oscura:
a teraz Boca del Pozo:
m_ut, MK | PortalKibica.pl
Zdjęcia:
Dodaj komentarz:
Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.











