-
- Zdjęcie:

- Data:
- 18.01.2010
- Tytuł:
H jak hopping: RWE - Preussen, Vitesse - Heracles
- Treść:
-
W ciągu jednego dnia byłem na dwóch meczach i to w dodatku w dwóch państwach. Zobaczyłem "futbol nowoczesny" jak równiez i ten, za którym tęsknią wszyscy wyznawcy hasła "against modern football". Odwiedziłem mecze niemieckiego Rot Weiss Essen i holenderskiego Vitesse Arnhem.
Czytaj wszystkie nadesłane relacje groundhopperów >>>
To niecodzienne przedsięwzięcie odbyło się w ramach pierwszego zlotu groundhopperów zrzeszonych wokół European Football Weekends (EFW Oktoberfest 2009). Na miejsce zlotu wybrano holenderski Tilburg, skąd mieliśmy blisko na mecze Den Bosch i Willem II. Nieco dalej było do niemieckiego Essen i holenderskiego Arnhem, jednak wynajęty autokar pozwolił zrealizować anonsowany we wstępie cel.
ROT WEISS ESSEN - PREUßEN MUNSTER 1:1
To był długo oczekiwany szlagier czwartej ligi niemieckiej. Ostatni raz oba zespoły spotkały się bowiem 16 lat temu. O prestiżu tej derbowej konfrontacji niech świadczy chociażby fakt, że właśnie w 1993 roku, gdy walczono w Munster, przyjezdni kibice z Essen odbyli owocną wyprawę do lokalnego muzeum. Pamiątką tej kulturalnej wizyty nie były jednak jedynie bilety wstępu, a pewien miecz będący - jak się okazało - główną atrakcją tegoż muzeum. Miecz po kilku miesiącach wystawiono na internetową aukcję i to zdradziło żartownisiów. Eksponat powrócił na swoje miejsce, a po kilkunastu latach można było spodziewać się odwetu ze strony kibiców z Munster.
Tym razem pozasportowa rywalizacja nie miała miejsca. Około 2-tysięczna grupa kibiców gości wróciła do domu bez żadnego łupu pozapiłkarskiego.
Na przebudowywanym stadionie w Essen stawiło się ponad 10 tys. widzów. Wśród nich całkowicie prywatnie był również Felix Maggath, co spotkało sie oczywiście z wielką "radością" miejscowych fanów. Maggath jak wiadomo jest obecnie trenerem Schalke 04. Kibice Rot-Weiss mają za to zgodę z Borussią Dortmund. I wszystko jasne. Mimo gwizdów skierowanych w stronę przybysza nie brakowało osób chcących zrobić sobie z nim zdjęcie.
Mecz przyciągnął zróżnicowaną publiczność. Od "starych zgredziałych ryjów", poprzez krótko ostrzyżonych młodzieńców, na całych rodzinach kończąc. Wszyscy stworzyli jednak atmosferę, którą chciałoby się poczuć na każdym odwiedzanym spotkaniu. Rywalizacja w kategorii "zdartych gardeł" była tego dnia na bardzo wysokim poziomie. Nie oszczędzali się zarówno miejsowi, jak i licznie przybyła ekipa gości.
Co ciekawe: przy wejściu ochrona sprawdzała wszystkich dość wnikliwie. Oszczędziła jedynie... mnie. Ja dla jaj założyłem na bluzę krawat i niemiecka ochrona uznała, że "klient w krawacie jest mniej awanturujący się". A w plecaku mogłem mieć przecież bombę, albo chociażby kilka zabronionych niestety rac.
Racowiska na tym spotkaniu nie było, była za to oprawa. Z racji tego, że znajdowałem się na trybunie, która tę oprawę prezentowała, nie wiem co przedstawiała. Wiem przynajmniej, że była :)
Pierwsza połowa piłkarsko bardzo wyrównana. Na początku drugiej padła bramka dla gospodarzy. Ryk niesamowity usłyszałem oczywiście przy stoisku z piwem, gdzie przedłużyła mi się dyskusja na temat pierwszej połowy. Szybko jednak powróciłem na trybuny by nie przegapić kolejnych goli. Piłka jednak do siatki wpadać nie chciała.
Na 10 minut przed końcem zaczęło się świętowanie zwycięstwa gospodarzy, a ze strony gości nie groziło praktycznie żadne zagrożenie. Sytuacja zmieniła się jednak w ostatniej akcji meczu. Po zamieszaniu w polu karnym goście strzelili bramkę wyrównującą. Szok. Jak się dowiedziałem po meczu, autorem wyrównującego gola była nasz rodak Wojciech Pollok (w zespole gospodarzy całe spotkanie rozegrał za to Bartosz Broniszewski).
Chwilę po spotkaniu miejscowi zamierzali "odprowadzić" turystów z Munster, jednak policja pozwoliła jedynie na słowną wymianę uprzejmości.
Jeszcze tylko chciałbym zwrócić uwagę na sklep z pamiątkami Rot Weiss Essen. Było to jedyne miejsce, gdzie można było spotkać akcenty nowoczesne. Fani czerwono-białych mogli się tam zaopatrzyć nie tylko w szale i koszulki, ale również w toster z logo drużyny, czekoladę no i oczywiście w światecznego mikołaja (choć to była dopiero końcówka października).
galeria z meczu >>>
Vitesse Arnhem - Heracles Almelo 0:2
Wieczorem mieliśmy udać sie na spotkanie zespołu NAC Breda. Na nasze uczestnictwo w tym meczu nie zgodziła się jednak policja, która stwierdziła, że wpuszczenie 32 groundhopperów to jednak zbyt duże ryzyko.
Pomocną dłoń wyciągneli za to włodarze Vitesse Arnhem, którzy dla odmiany tej samej "bandzie chuliganów" zaoferowali tańsze bilety. I tak oto w dwie godziny po spotkaniu w Essen stawiliśmy się pod hipermarketem w Arnhem.
Kierowca twierdził, że jesteśmy na miejscu. Nieco zdezorientowani opuszściliśmy autokar i udaliśmy się na poszukiwania stadionu. Nagle okazuje się, że stadionem jest budynek wyglądający jak typowe centrum handlowe. Obok na szczęście znajduje się typowo kibicowska knajpa, gdzie postanawiamy delikatnie zwilżyć gardziołka.
Obiekt Gelredome jest jednym z najnowocześniejszych w Europie. Wybudowano go na Mistrzostwa Europy w 2000 roku. Tak jak stadiony Ajaksu i Schalke04 może być całkowicie zadaszony. Poza tym jest całkowicie bezgotówkowy. Walutą są specjalne prepaidowe karty, które trzeba oczywiście wcześniej nabyć. Jeśli nie wydasz wszystkich zgromadzonych na karcie środków możesz otrzymać ich zwrot jednak, jak to w takim sytuacjach bywa, każdy spontanicznie wydaje wszystko, a więc więcej niż we wcześniejszych założeniach. Biznes się kręci.
Na koronie stadionu jest mnóstwo punktów gastronomicznych. Robi wrażenie również duża liczba zadbanych toalet. Największe robi jednak sklep z pamiątkami, który jest... zamknięty. "Może otworzą go w trakcie meczu" - tyle udało mi się ustalić. Byłoby to, trzeba przyznać, bardzo oryginalne rozwiązanie, jednak właściciele byli bardzo konsekwentni - w czasie meczu sklep był również zamknięty.
Generalnie wszystko wygląda jak wnętrze hipermarketu. To bardzo nietypowe uczucie, gdy nagle lądujesz w hali na ponad 30 tysiecy osób. Klimat bardziej pasuje do hokeja, tymczasem zaraz ma odbyć się tu mecz piłkarski.
Gracze obydwu zespołów wychodzą przy instrumentalnej wersji "Beautiful People" Marylina Mansona. Ich wyjściu towarzyszą duże flagi, które powiewiają wzdłuż trybuny za jedną z bramek. To tam gromadzi się całkiem liczny młyn miejscowych. Po przeciwnej stronie boiska kibice gości, którzy zjawili się w liczbie ok. 180 osób. O ile miejscowi dopingują swoich graczy przez całe spotkanie, o tyle goście z Almelo obserwują mecz w skupieniu. Uaktywaniają się dopiero na 5 minut przed końcem - w momencie, gdy ich zespoł strzela drugiego gola i pewne jest, ze to spotkanie wygra.
To co działo się na murawie można określić jednym słowem: NUDA, a atmosfera panująca w całej hali, oops przepraszam stadionie, sprzyjała drzemce, której jednak jakimś cudem udało mi się uniknąć.
galeria z meczu >>>
Dwa mecze i dwa zupełnie inne piłkarskie światy. O ile pierwszy jest zdecydowanie bliższy memu sercu, to wcale nie żałuję wizyty na skomercjalizowanym w 100% stadionie w Arhnem. Piłka nożna jest przecież fascynująca w każdym wydaniu, nieprawdaż?
rZeZniki | Kartofliska.pl
Zdjęcia:
Dodaj komentarz:
Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.













