-
- Zdjęcie:

- Data:
- 06.02.2010
- Tytuł:
Biała Gwiazda w Wietrznym Mieście
- Treść:
-
Wierność to jedna z najważniejszych, jeżeli nie najważniejsza cecha kibica. Doskonale wie o tym kibic Wisły, który pomimo wyjazdu na drugi koniec świata, pozostał aktywnym fanem. Wiślak wraz z kilkunastoma zapaleńcami zdołał stworzyć prężny fanklub Wisły Kraków w Chicago. Przeczytaj, jak to się robi w USA!
Od małego…
Swoją przygodę z Wisłą zacząłem jak większość kibiców. Wychowany na jednym z nowohuckich osiedli wielokrotnie słyszałem od swoich starszych kolegów, komu kibicują, którzy kibice są najlepsi itd. Już wtedy zadecydowałem, że moim jedynym i ukochanym klubem zostanie Wisła. Nie było to łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że dziadek posiadał sezonowe karnety na Hutnika i często zapraszał mnie. Co więcej na moim i sąsiednich osiedlach wychowywało się wielu przyszłych graczy Hutnika, z którymi miałem okazję kopać pod blokiem.
Pierwszy mecz z trybun obejrzałem, gdy miałem 11 lat, siedząc gdzieś na łuku. Wtedy to jak wszyscy pamiętają, wstęp na słynną ,,dziesiątkę” był tylko dla tych, co zasłużyli sobie na to, zaś sektory 9 i 11 były zazwyczaj okupowane przez starszą wiślacką wiarę. Nie było też w tym czasie jednego wodzireja jak teraz. Była za to grupa ludzi rozpoznawana przez innych, i co jakiś czas kolejny z nich zabierał się za prowadzenie dopingu. Pierwszy wyjazd zaliczyłem w wieku 12 lat - mecz z GKS Katowice. Wtedy zrozumiałem, jaką ważną rzeczą jest odpowiednia ekipa wyjazdowa, choć na mecze Wisły też jeździło się grupą (jak zwykle przeładowanym autobusem linii 139). Zbiórka zazwyczaj następowała na tzw. sprężynach na 1000-lecia. Wszystko to wzięło w łeb, gdy w 1995 roku wylądowałem w Stanach (odgórna decyzja rodziców - nie miałem zbyt wiele do powiedzenia).
Początki w Chicago
W Chicago z wielkim zainteresowaniem śledziłem wszystko, co wiązało się z Wisłą. Najczęściej przez kontakty telefoniczne z grupą ludzi z Krakowa, lecz również poprzez prasę. Było to jeszcze przed przejęciem Wisły przez Tele-Fonikę, wiec sukcesy sportowe oznaczały dla mnie przede wszystkim wspomnienia meczu z Knurowem, niezapomnianą bramkę Wójtowicza oraz zdobycie korony króla strzelców przez Dziubka.
Tu się rodzi wiślacki fanklub!
Niewątpliwie wielkim przełomem jeśli chodzi o wiślackie kibicowanie w Chicago były mecze Wisły za oceanem - turniej Chicago Trophy. Wtedy to uświadomiłem sobie, że nie jestem jedynym człowiekiem, którego serce bije na Reymonta 22. Turniej przyczynił się do nawiązania kontaktów z ludźmi, których sercu Wisła zawsze była bliska. Nasza grupa zaczęła się rozrastać, powstały pomysły, co by tu zrobić, abyśmy zaistnieli na scenie kibicowskiej. Spotkania z innymi wiślakami zaowocowały nowymi kontaktami i pomysłem założenia naszego FC.
Przed turniejem zrobiliśmy flagę Wisły „Biała Gwiazda w wietrznym mieście”, której potężne rozmiary (ok. 18 na 3 m) pochłonęły tyle materiału, że trzeba było dokupywać płótno w sąsiednim stanie. Na podstawie tejże flagi postanowiliśmy zrobić nasze pierwsze szaliki FC Chicago. Podczas samego turnieju udało nam się na tyle zorganizować, aby poprowadzić doping.
Miłym zaskoczeniem było dla nas zachowanie piłkarzy i działaczy Białej Gwiazdy. Spodziewaliśmy się większego dystansu z ich strony, lecz ku naszemu zdziwieniu okazali się oni ludźmi, którzy dla każdego znaleźli czas by zrobić wspólną fotkę, czy tez dać autograf. Postawa całego zespołu przysporzyła nowych kibiców, tym razem na obczyźnie.
Działamy!
Nasza pasja była chyba niesamowicie zaraźliwa, gdyż okazało się, że nasi znajomi, którzy wcześniej nie uważali się za kibiców żadnego klubu, zaczęli interesować się Wisłą. Pomimo tego, że pochodziliśmy z rożnych części Krakowa, m. in. Kazimierz, Bieżanów, XXX-Lecia, Złoty Wiek, potrafiliśmy znaleźć wspólny język i pomyśleć o naszych planach na przyszłość. Dzięki temu doszło do stworzenia dwóch flag naszego FC, kolejnego wzoru szalików oraz smyczki. W przyszłości planujemy również zrobienie serii vlepek, koszulek i wielu innych gadżetów. Muszę w tym momencie niezbyt skromnie dodać, iż próbujemy również pomóc ruchu kibicowskiemu na Reymonta poprzez m.in. przesyłanie do Krakowa większości przychodów ze sprzedaży naszych gadżetów.
Liczba ludzi w naszym FC rośnie. Zaczęliśmy raptem w cztery osoby, zaś samych szalików FC Chicago rozeszło się pod koniec ubiegłego roku w ciągu dwóch tygodni sto sztuk. Z powodzeniem krzewimy ducha wiślackiego w następnych pokoleniach. Niektórzy z nas dorobili się już potomstwa, które nie dość, że posiada swoje wiślackie koszulki, zna przyśpiewki, to jeszcze spędza weekendowe poranki oglądając mecze wspólnie z nami. Nie możemy również zapominać o ludziach związanych z Wisłą, którzy juz od nas odeszli. Dlatego też z chęcią opiekujemy się grobami wiślaków, których miejsca spoczynku znajdują się na chicagowskich cmentarzach. Robimy to wyłącznie z zamiłowania do tej jednej, jedynej Wisełki, w której zakochaliśmy się wiele lat temu. Żyjemy tą miłością i jest to jedna z form, którą możemy nasze uczucie okazać.
Gdy sercem na Reymonta 22, ciałem w Chicago
Z oglądaniem meczów bywa różnie. Czasem oglądamy tylko w parę osób (reszta we własnych domach), lecz są również spotkania bardziej prestiżowe. Zdarza się oglądać wtedy w grupie parunastu, lub dwudziestu paru osób. Atmosfera kibicowska, ludzie w koszulkach i szalikach Wisły - wszyscy obecni ciałem w Chicago, zaś duchem z resztą kibiców na trybunach. Mięliśmy zamysł, aby znaleźć swoja knajpkę, w której moglibyśmy oglądać wszystkie mecze. Niestety ze względu na różnicę czasową pomiędzy Krakowem a Chicago jest to niemożliwe - nikt nie otwiera o godzinie 7 rano.
Idąc śladami kontaktów z wiślackiego forum, próbowaliśmy nawiązać kontakty z fanklubami Wisły w Ameryce Północnej. Niestety okazało się, że w Toronto FC nie istnieje i jest tam zaledwie kilka osób, które utożsamiają się z Wisłą. Próbowaliśmy także skontaktować się z FC Boston, lecz na razie skończyło się to na wymianie grzecznościowych e-maili. Jest za to większa grupka w Denver, równie mocno zakochana w Wiśle jak i my, z którą kontakty utrzymujemy na bieżąco, a nawet widujemy się przynajmniej raz w roku.
Z perspektywy drugiego końca świata
Za pomocą Internetu jesteśmy w stanie na bieżąco śledzić wydarzenia z piłkarskiej sceny w Polsce. Dzięki naszym kontaktom znamy również niektóre sprawy od podszewki. Nasze odczucia odnośnie transferów, kadry, kibicowania pokrywają się w większości z opiniami kibiców na co dzień zamieszkujących w grodzie Kraka.
Jeśli chodzi o porównanie klimatów kibicowania w Polsce i w Stanach - prawie każdy z nas miał okazję być na meczu piłki nożnej w Chicago i pierwsze, co rzuca się w oczy, to mnóstwo ludzi z koszulkami czy też szalikami rożnych klubów. Bardzo ciekawie zostało to kiedyś ujęte przez jednego z moich znajomych. Gdy zapytano go, czym rożni się kibicowanie w Polsce i w USA, odpowiedział: ,,W Stanach kibicuje się swojej drużynie, zaś w Polsce kibicuje się przeciwko przyjezdnym”. Same zaś oprawy, cóż ... Gdy Wisła grała przeciwko Chicago Fire zorganizowaliśmy konfetti oraz kartoniadę, co było skwitowane przez kibiców amerykańskich stwierdzeniem, iż jesteśmy pierwszą grupą kibiców, która zdecydowała się cos takiego zrobić…
Szkółki piłkarskie istnieją tutaj dla każdej kategorii wiekowej. Jest bardzo dobra organizacja i choć nie jest to wielka konkurencja dla futbolu amerykańskiego, baseballu, koszykówki czy hokeja, piłka nożna zyskuję coraz większa popularność. Powoduje to również coraz większa ilość Latynosów i ich zamiłowanie do futbolu.
FC Chicago dla PortaluKibica.pl
Już wkrótce w Portalu Kibica – „Jedna Pasja” jedzie do USA i Kanady!
Zdjęcia:
-
- Autor:
- Data:
- 06.02.2010 godz. 18:15
- Treść:
- Panowie - szacunek Pozdrowienia dla Chicagowskich Wiślaków !
Dodaj komentarz:
Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.













