-
- Zdjęcie:

- Data:
- 07.03.2010
- Tytuł:
Anglia: „Czas na całkowitą weryfikację prawa”
- Treść:
-
Czy policja ma prawo uznać kogoś za potencjalnego chuligana dlatego, że rozmawia przez komórkę? W Anglii tak. Dlatego dziennikarz Henry Porter z opiniotwórczego „Guardiana” jest oburzony traktowaniem kibiców w swoim kraju. Opisuje konferencję zorganizowaną na ten temat w Londynie. Warto przeczytać!
Poniżej przedstawiamy kompletne tłumaczenie felietonu opublikowanego przez Henryego Portera w internetowym blogu „Guardiana” poświęconym wolnościom obywatelskim:
„Był początek meczu, a mój syn jeszcze nie przyszedł” – pisze profesor Keith Ewing, wspominając, jak zadzwonił do syna przed meczem Luton Town z Cambridge United w ubiegłym sezonie. „Kiedy skończyłem rozmawiać, odwróciłem się i nieoczekiwanie zobaczyłem, że byłem nagrywany przez policjanta stojącego kilka metrów dalej”.
„W jakim celu?” – pyta w swojej nowej książce „Bonfire of Liberties”. „Na jakiej podstawie prawnej działał policjant? Co miało się stać z nagraniem? ... O co właściwie chodzi? Losowa kontrola ze strony państwa? Militaryzacja policji?”
Te pytania zadają sobie kibice piłkarscy, którzy według wszystkich obiektywnych standardów są jedną z grup społecznych najbardziej cierpiących z powodu złego prawa, nadużyć ze strony policji, skandalicznego odmawiania podstawowych praw, nieuzasadnionych najść i mściwych prokuratorów. Podczas zorganizowanego przez Football Supporters Federation (FSF) panelu dyskusyjnego, nikt nie mógł mieć wątpliwość, że siła tych odczuć jest najniższa u obecnych na spotkaniu policjanta i prokuratora.
Panelowi przewodniczył Tony Evans z „Times’a”, a uczestnikami byli Nick Hawkins z Królewskiej Służby Prokuratorskiej (CPS), Duleep Allirajah z redakcji „Spiked”, komisarz Roger Evans z Metropolitan Police, James Welch z organizacji praw człowieka Liberty i ja [Henry Porter z redakcji „Guardiana” – przyp. red.]. Byliśmy bombardowani ciętymi i złożonymi pytaniami oraz sprawami kibiców cierpiących z powodu nieproporcjonalnych i niesprawiedliwych kar czy pogardliwego traktowania ze strony policji i stewardów.
To oczywiste, że gdybyśmy wszyscy korzystali na co dzień z praw, z jakimi muszą żyć co tydzień kibice piłkarscy, otrzymalibyśmy bardzo dobry obraz dyktatorskiego reżimu, w którym prawa jednostki są warte tyle co nic. Pytanie, jak kibice mogą odzyskać prawa odebrane im po dekadach przemocy w latach 70. i 80., bo nie ma wątpliwości, że prawa są nierówne i zezwalają na wyolbrzymione reakcje ze strony władz.
Zakazy stadionowe, uważane za świetną broń przeciwko agresywnym kibicom tu i za granicą, działają na zasadzie, że jeśli fan jest oskarżony, to prawie na pewno jest winny. Jak zauważyła Amanda Jacks z FSF, czyn, który w codziennym życiu nie zakończyłby się nawet pouczeniem, wykonany w kontekście meczu piłkarskiego jest karany trzyletnim zakazem stadionowym, który może nawet uwzględniać zakaz podróży zagranicznych.
Od wprowadzenia w 2000 roku tzw. Football (Disorder) Act nastąpił wielki wzrost w liczbie osób z zakazem uczestnictwa w meczach w kraju i za granicą – dlatego, że zakazy można wydawać na kibiców, którzy są ledwie podejrzani o chuligaństwo. Jak napisał Geoff Pearson z Uniwersytetu w Liverpoolu w niedawnym dokumencie: „Ustawa [z 2000 – przyp. red.] w fundamentalny sposób powiększyła zakres Football Spectators Act (1989) i pozwoliła władzom nakładać zakazy stadionowe nawet wtedy, kiedy osoba nie została skazana za naruszenie prawa.”
Po raz kolejny oglądamy idee prawne Partii Pracy w działaniu – wystarczy, że państwo uwierzy w czyjąś winę, żeby nałożyło zakaz – to świat, w którym oskarżenie i skarga zdają się znaczyć tyle samo, co dowód. I oczywiście Ustawa o Prawach Człowieka nie robi nic, by zapobiec arbitralnemu zawieszeniu praw obywatela, podczas gdy nie został nawet uznany za winnego przestępstwa. Ani by zapobiec naruszaniu prywatności, gdy policja używa tego, co Pearson nazywa „ogólnym monitoringiem w celu tworzenia profili potencjalnych chuliganów”.
Biorąc pod uwagę rodzaj traktowania, jakie otrzymują kibice za każdym razem, dziwne, że nie powodują więcej problemów. Sarah Ricca z kancelarii prawnej Deighton Guedalla, która reprezentowała wielu kibiców, jest przekonana, że to właśnie zachowanie policji jest często przyczyną niebezpiecznych sytuacji, bo ludzie są wściekli, że odebrano im normalne prawa obywatelskie. – Kibice są dyskryminowani – niepisane przekonanie jest takie, że wszyscy idący na mecz są potencjalnymi chuliganami – powiedziała, dodając później: - Im więcej uprawnień damy policji, tym bardziej będzie ona niebezpieczna.
Prawie wszyscy zgromadzeni się zgodzili i co było uderzające, to liczba kobiet, które mówiły o tym, jak prawo jest wykorzystywane do pozbawiania ludzi ich podstawowych praw. Najbardziej wyrazistym przykładem takiego użycia prawa jest Paragraf 27, który policja może wykorzystać w ramach Ustawy o Przeciwdziałaniu Agresywnym Przestępstwom i który zakazuje osobie wstępu na dany teren na 48 godzin. Było już kilka dobrze udokumentowanych sytuacji, kiedy policjanci korzystali z tego narzędzia wobec całych grup kibiców, powstrzymujących ich od pójścia na mecz. Najgorszy znany przypadek obejmował niewinnych fanów Stoke City, których policja zmusiła do powrotu do domów przed meczem (później otrzymali odszkodowania i przeprosiny od policji).
Kiedy pozwala się takim rażącym nadużyciom na istnienie, stają się częścią normalnych działań – to dlatego tak istotne było, że FSF i organizacja Liberty trwały przy kibicach Stoke. Podstawowe zasady są zagrożone – w odniesieniu do nas wszystkich. Bo np. taktyka „zaganiania” demonstratorów do zamkniętego obszaru, jaką oglądaliśmy podczas demonstracji G20 – ją właśnie zaczęto stosować najpierw wobec kibiców. Zmuszanie do podróży w konwojach czy udziału w chronionych przemarszach, które kibice muszą przechodzić, to oczywiste pogwałcenie ich praw i rodzaj pogardy, jaką można spotkać w państwie policyjnym. Kiedy w takich sytuacjach znajdują się zwykli obywatele, są zdumieni, że policja może tak traktować ludzi.
Czas na całkowitą weryfikację prawa. Jeśli kibice piłkarscy zdołają zewrzeć szyki, mogą osiągnąć coś, z czego wszyscy skorzystamy – nowe spojrzenie na prawo. Ale najpierw więcej ludzi musi sobie zadawać pytania stawiane przez profesora Ewinga.
Henry Porter
źródło: Guardian.co.uk
Dodaj komentarz:
Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.








